Cokolwiek się dzieje, dziej się, cokolwiek jest, jest jakie jest. Nie ważne czy istnieje coś i czas w którym coś dziać się może. Nie ważne czy istniejesz Ty, ja i to coś między nami. Ważne, że cokolwiek się dzieje, dziej się, cokolwiek jest, jest jakie jest.
Oglądnąłem ”Dom zły”, namalowałem obraz, nie jestem doskonały. Znowu to wiem. Zboku bardziej z tyłu, ułomny snuje się za wartościowymi komentarzami, zgadzam się na cały spam jest mi do niego bliżej niż do spamowanego tekstu, spam jest wulgarny i prosty.
Więcej i więcej. Kawałek po kawałku, zapach, gest, dotyk, ciepło, smak zjem całą, jak kanibal przekroczę granicę tego co jadalne. Już zacząłem jeść i jestem pożerany.
tylko te brudne podwórza, porozrzucane butelki przy Odrze, upał miasta, obsrane krzaki, łoskot tramwaju, smród spalin, nierówna droga, niespełniona miłość, maluję obraz, nie poszedłem do kina do teatru, maluję obraz, byle jak, byle najwierniej do potłuczonego szkła w płytkiej wodzie
Cały czas tylko fragmenty, maksymalne zbliżenia, maksymalne oddalenia. W odpowiednim zbliżeniu / oddaleniu nieważne co jest oglądane, ważne co jest widzialne.
I don’t exist when you don’t see me
I don’t exist when you’re not here
What the eye don’t see won’t break the heart
You can make believe when we’re apart
But when you leave I disappear
When you don’t see me…