Każdy dzień taki jest, kimkolwiek, gdziekolwiek…
24 hours in Liberty City by Bartekxyz
Posted by admin under Droga, Film, metafora, Obraz | Comment now » |
Każdy dzień taki jest, kimkolwiek, gdziekolwiek…
24 hours in Liberty City by Bartekxyz
Oglądnąłem ”Dom zły”, namalowałem obraz, nie jestem doskonały. Znowu to wiem. Zboku bardziej z tyłu, ułomny snuje się za wartościowymi komentarzami, zgadzam się na cały spam jest mi do niego bliżej niż do spamowanego tekstu, spam jest wulgarny i prosty.
tylko te brudne podwórza, porozrzucane butelki przy Odrze, upał miasta, obsrane krzaki, łoskot tramwaju, smród spalin, nierówna droga, niespełniona miłość, maluję obraz, nie poszedłem do kina do teatru, maluję obraz, byle jak, byle najwierniej do potłuczonego szkła w płytkiej wodzie
Cały czas tylko fragmenty, maksymalne zbliżenia, maksymalne oddalenia. W odpowiednim zbliżeniu / oddaleniu nieważne co jest oglądane, ważne co jest widzialne.
I don’t exist when you don’t see me
I don’t exist when you’re not here
What the eye don’t see won’t break the heart
You can make believe when we’re apart
But when you leave I disappear
When you don’t see me…
Każdy obraz to spacer, podróż, wyprawa bez celu, wyprawa w nieznanie bez mapy i drogi. Na każdym zakręcie zostawiam cześć ekwipunku, zapominam skąd wyszedłem. Każdym krokiem zostawiam za sobą bardziej siebie niż drogę.
Od ponad 37 lat szkicuję, robię wprawki, notuje pomysły i wyzbywam się tego co się nauczyłem. Cały czas wierzę, że da się namalować choćby coś. Cały czas zapominam to czego się nauczyłem w malowaniu. Już blisko jest, gdy nie będę umiał nic. Wtedy kupię blejtramy, nowe farby, fiksatywę, pędzel i namaluję obraz.
Od wielkich nauczyłem się, że można namalować coś co się chce. Nawet jak jest to coś pochłaniającego całego Ciebie, razem ze światem.
Zobaczcie ten film Alive In Joburg reżyser Neill Blomkamp:
Czasami brudnopis, szkic daje pojęcie skąd ewoluowała dojrzała koncepcja.
Dystrykt 9, przejmujące dzieło o innośći, akceptacji, miłości, prawdzie, bohaterstwie.
Jak pisze Joseph Savitski w http://www.scificool.com/district-9-2009- movie-review/
From a humble beginnings as a six minute short film, District 9, isn’t the little film that could. It’s the little film that could, did, and then, left the competion in its flaming wake.
Fakt, dawno nie widziałem nic tak prawdziwego w SF, nic w tym i poprzednich latach. świeże, pobudzające, daje nadzieję.
No może Osada M. Night Shyamalana, ale to nie SF całkiem.
Obudziłem się i od teraz znów zaczynam wierzyć, że SF to nie tylko rozrywka.
Piękna prosta metafora, nieradzenia sobie ludzi z innością, potrzeby władzy, sukcesu, wiedzy za wszelką cenę. Cena jest najwyższa, upodlenie, zagubienie, cierpienie. Obcy Christopher, Wikus jego żona, Dirk Michaels wiedzą albo poznają jak żyć z innym, z miłości, z potrzeby pomocy, bohaterstwa, prawdy. Film o wyobcowaniu i prześladowaniu obcych ras, gatunków, nacji, grup etnicznych, innych, nie bez powodu nakręcony w państwie pełnym prześladowań rasowych. Piękne.